- Już idę mamo! - odkrzyknęłam
Sięgnęłam pod łóżko skąd wyciągnęłam książkę.
. Nawet moi rodzice-mugole wiedzieliby ,że to książka przesiąknięta czarną magią.
Jedna z trzynastu... Rzuciłam na nią zaklęcia ochronne, zmniejszyłam i włożyłam do kieszeni.
W ciągu tego lata moje życie zmieniło się nie do poznania. Kupiłam księgę czarno magiczną. Zachowanie te tłumaczyłam sobie: ,,Musisz wiedzieć przed czym się bronić.,, Ale wczoraj zrozumiałam ,że to nie chęć obrony przed czarną sztuką... to nie tylko chęć obrony. Była to chęć nauki tego rodzaju magii.
Wyciągnęłam spod łóżka jeszcze jedną książkę-,,Encyklopedia Czarnej Magii,,. Była to książka wielkości książeczki do Komunii, o kartkach jak z Pisma Świętego. Powtórzyłam z nią to samo co wcześniej zrobiłam z ,,jedną z trzynastu ksiąg zakazanych''. Następnie wyszłam z pokoju. Różdżka spoczywała w tylnej kieszeni jeansów. Pobiegłam o samochodu.
Punktualnie o 10.30 byłam już na peronie 9¾, na którym czekał Express Londyn-Hogwart, usiłowałam wtaszczyć ciężki kufer do środka pociągu.
- Zostaw ten kufer, pomogę Ci - usłyszałam lekki głos za plecami
Posłusznie zostawiłam kufer poczym cofnęłam się. To co zobaczyłam było... nienormalne. Zobaczyłam Dracona Malfoya, blondwłosego arystokratę.
- Kurwa! - zaklęłam szpetnie
- Dziewczynie, zwłaszcza tak pięknej nie przystoi - powiedział nadal lekkim, miękkim tonem gdy wtaszczył już mój kufer.
- Odwróć się kretynie - warknęłam
Odwrócił się ,a jego twarz wyrażała wiele emocji.
- Ja pierdole, Granger - mruknął z wyrazem zdezorientowanie na twarzy ,a wzrokiem zlustrował moje ciało
- Nie Malfoy, nie mnie pierdolisz - odparowałam z uśmiechem wchodząc do pociągu - I dzięki za kufer - dodałam poczym odeszłam zalotnie kołysząc biodrami
Minęłam przedział gdzie siedział: Harry, Ron i Ginny w towarzystwie Luny Lovegood i Neville'a Longbottom'a. Upartym krokiem ruszyłam dalej: Parkinson z gorylami Malfoy'a i Zabinim, Chang i jej rozchichotane przyjaciółki, bliźniacy Fred i George ze swoim najlepszym przyjacielem Lee Jordanem i nareszcie wolny przedział. Zaklęciem zasłoniłam zasłony w okienku drzwi od przedziału.
Nareszcie bezpiecznie - pomyślałam siadając
Wyjęłam jedną z ksiąg 13 i zagłębiłam się w lekturze. Czytałam właśnie skutki zaklęcia Cruciatus gdy usłyszałam jak drzwi przedziału otwierają się... do przedziału wszedł... profesor Remus John Lupin we własnej osobie*. [*= zmiana faktu, Lupin uczy OPCM zamiast Carrow'ów, Dumbledore żyje i jest dyrektorem, Horkruksy są całe i zdrowe, trwa wojna z Czarnym Panem. przyp. aut.]
- Mogę? - zapytał
- Tak, proszę - odpowiedziałam z wymuszonym uśmiechem na ustach (no bo co innego mogłam powiedzieć nauczycielowi?!)
Czytałam dalej (Lupin widział książkę od OPCM (takie małe pożyteczne zaklęcie)).
- O czym czytasz, Hermiono? - zapytał
- O boginach - skłamałam gładko - Mieliśmy je w 3 klasie ,ale zawsze warto sobie przypomnieć co nieco.
- Tak, masz racje - przytaknął - A w co zamieniał się Twój bogin?
- Profesor McGonagall, mówiąca ,że wszystko oblałam - odpowiedziałam patrząc na Lupina
- A więc jak zwalczyć bogina? - zapytał
- Zaklęciem Riddikulus ,które należy wypowiedzieć głośno i wyraźnie oraz śmiechem
- Pięć punktów dla Gryffindoru - powiedział - dodam je gdy rozpocznie się rok szkolny - dodał widząc moje zdziwione spojrzenie
Zdziwiło mnie nie to ,że Gryffindor dostanie 5 punktów tylko to ,że profesor Lupin nie wyczuł czarnej magii wyraźnie bijącej z książki ,którą trzymałam kurczowo co jakiś czas zmieniając stronicę.
Z tej sytuacji uratował mnie mój największy, odwieczny wróg-Dracon Lucjusz Malfoy. Wszedł do przedziału po czym powiedział: Panie profesorze, mogę prosić Granger na chwilę?
Lupin skinął głową po czym o dziwo zostawił nas samych.
- Właź i mów o co chodzi - syknęłam na blondyna
- O TO - powiedział z naciskiem wskazując na trzymaną przeze mnie książkę
Rzuciłam mu pytające spojrzenie typu: O czym ty kurwa do mnie mówisz?
- Granger, Ty nie wiesz? - na jego twarzy malował się szok
- O czy...
- Takich ksiąg jak ta jest jest jeszcze 12...
- Trzynastu lordów...
- Dokładnie - przytaknął - Za pozwoleniem, skąd Ty ją do cholery wytrzasnęłaś?!
- Cicho! - syknęłam - Kupiłam na Nokturnie
- Kurwa, Granger, zmieniłaś się - mruknął
- O co ci chodzi, Malfoy?
- Wyładniałaś, kupiłaś TO jednym słowem jesteś INNA - wyjaśnił
- Ja jestem inna? - zdziwiłam się - Malfoy, to Ty jesteś miły, rozmawiamy od 8 minut ,a ty nie nazwałeś mnie szla...
- Wiem, zmieniłem się. Oboje się zmieniliśmy, Granger. Wracając do tematu co ta księga robiła na Nokturnie?
Rzuciłam blondynowi jeszcze jedno pytające spojrzenie.
- 13 ksiąg, napisanych przez lordów. Każda dla jednej rodziny czystej krwi.
- O matko! Wiedziałam ,że ona jest cenna ,ale nie wiedziałam ,że aż tak - pisnęłam
- Granger, na merlina ciszej! - syknął mordując mnie wzrokiem - A tak na marginesie, przydatne zaklęcie.
Uśmiechnęłam się.
- Mam jeszcze coś - szepnęłam pokazując encyklopedie czarnej magii
- Granger, jesteś...
Ale nie usłyszałam jaka jestem ,bo głos Malfoya zaniknął wśród chaosu jaki powstał w pociągu chwilę później. Spojrzałam zaszronione okno. Chwilę później drzwi przedziału otworzyły się ,a stała w nich zakapturzona, ciemna postać z okropną, obślizgłą ręką wyciągniętą w moim kierunku. Dementor.
- O co tu do kurwy nędzy chodzi? - zastanowiłam się na głos po czym warknęłam na dementora - Tu nie ma Black'a kretynie!
- Granger, zaklęcie - syknął do mnie Malfoy
- Expecto Patronum! - krzyknęłam ,a z mojej różdżki wypłynął obłok mgiełki. Nie tego się spodziewałam, przecież na spotkaniach GD wyczarowywałam cielesnego patronusa-wydrę. - Expecto Patronum! Expecto Patronum! - za każdym razem mgiełka była coraz słabsza ,a dementor coraz bliżej nas - Malfoy, nie uda nam się...
- Lupin! Granger, wołaj Lupina! - warknął
- Profesorze Lupin! Profesorze! PROFESORZE LUPIN!!! - wykrzyknęłam razem z blondynem
- Cholera jasna! PROFESORZE LUPIN!!! - krzyknęłam wściekła
- PROFESORZE LUPIN!!! - wykrzyknął Malfoy - PROFESORZE!!!
- To na nic! Ty wołaj Lupina, ja spróbuje z patronusem - warknęłam - Expecto Patronum! Expecto...Expecto... Expecto
Dementor był coraz bliżej nas. Dlaczego nie mogę wyczarować patronusa?
Ogarnęła mnie ciemność.
- Granger, nie! Granger! - usłyszałam stłumiony krzyk Malfoya ,a potem była tylko ciemność.
- Dokładnie - przytaknął - Za pozwoleniem, skąd Ty ją do cholery wytrzasnęłaś?!
- Cicho! - syknęłam - Kupiłam na Nokturnie
- Kurwa, Granger, zmieniłaś się - mruknął
- O co ci chodzi, Malfoy?
- Wyładniałaś, kupiłaś TO jednym słowem jesteś INNA - wyjaśnił
- Ja jestem inna? - zdziwiłam się - Malfoy, to Ty jesteś miły, rozmawiamy od 8 minut ,a ty nie nazwałeś mnie szla...
- Wiem, zmieniłem się. Oboje się zmieniliśmy, Granger. Wracając do tematu co ta księga robiła na Nokturnie?
Rzuciłam blondynowi jeszcze jedno pytające spojrzenie.
- 13 ksiąg, napisanych przez lordów. Każda dla jednej rodziny czystej krwi.
- O matko! Wiedziałam ,że ona jest cenna ,ale nie wiedziałam ,że aż tak - pisnęłam
- Granger, na merlina ciszej! - syknął mordując mnie wzrokiem - A tak na marginesie, przydatne zaklęcie.
Uśmiechnęłam się.
- Mam jeszcze coś - szepnęłam pokazując encyklopedie czarnej magii
- Granger, jesteś...
Ale nie usłyszałam jaka jestem ,bo głos Malfoya zaniknął wśród chaosu jaki powstał w pociągu chwilę później. Spojrzałam zaszronione okno. Chwilę później drzwi przedziału otworzyły się ,a stała w nich zakapturzona, ciemna postać z okropną, obślizgłą ręką wyciągniętą w moim kierunku. Dementor.
- O co tu do kurwy nędzy chodzi? - zastanowiłam się na głos po czym warknęłam na dementora - Tu nie ma Black'a kretynie!
- Granger, zaklęcie - syknął do mnie Malfoy
- Expecto Patronum! - krzyknęłam ,a z mojej różdżki wypłynął obłok mgiełki. Nie tego się spodziewałam, przecież na spotkaniach GD wyczarowywałam cielesnego patronusa-wydrę. - Expecto Patronum! Expecto Patronum! - za każdym razem mgiełka była coraz słabsza ,a dementor coraz bliżej nas - Malfoy, nie uda nam się...
- Lupin! Granger, wołaj Lupina! - warknął
- Profesorze Lupin! Profesorze! PROFESORZE LUPIN!!! - wykrzyknęłam razem z blondynem
- Cholera jasna! PROFESORZE LUPIN!!! - krzyknęłam wściekła
- PROFESORZE LUPIN!!! - wykrzyknął Malfoy - PROFESORZE!!!
- To na nic! Ty wołaj Lupina, ja spróbuje z patronusem - warknęłam - Expecto Patronum! Expecto...Expecto... Expecto
Dementor był coraz bliżej nas. Dlaczego nie mogę wyczarować patronusa?
Ogarnęła mnie ciemność.
- Granger, nie! Granger! - usłyszałam stłumiony krzyk Malfoya ,a potem była tylko ciemność.